parallax background

Co robić, gdy jest przestój?

Środa. 4 listopada. 9:00

Za oknem pochmurno i wietrznie. Plus taki, że przynajmniej ciepło, ale i tak nie mam ochoty wyjść na zewnątrz.
Powinienem pracować, tworzyć scenariusze do filmów, powinienem czytać książki. Powinienem nawiązywać kontakty, powinienem przygotować studio do nagrania.
Tak wiele powinienem było wczorajszego dnia, że doznałem przygnębienia.
Mój dzień pracy zaczyna się od około 9 i do godziny 15 w mojej ocenie powinien być przeznaczony właśnie na ten cel.
I tak - pojawiła się w mojej głowie jeszcze myśl, że gdy ktoś to przeczyta to parsknie śmiechem i powie "Tylko 6 godzin? Ja to pracuje 10 godzin.". Rozumiem.

Czasami wchodzimy w pewne stany emocjonalne, które sprawiają, że za nic nie pójdziemy do przodu ze swoją pracą. Teoretycznie moglibyśmy, ale np. nie będzie kompletnie dawać nam to poczucia satysfakcji. Co w takiej sytuacji? Co powinien człowiek zrobić?
Pojawia się jeszcze poważniejsze pytanie: ile ten stan ma trwać? Ja mam rzeczy do zrobienia, nie mam czasu na marnowanie go na jakąś stagnację.
Przez 6 godzin męczenia się z samym sobą, szukaniu materiałów na film oraz irytowaniu się na pogodę (rzadko narzekam) - odpuściłem.
Przyjąłem postawę, że czasami jak się nie da, to się nie da. Trzeba zaakceptować stan rzeczy. Wynik jakichś nieznanych wydarzeń w niedalekiej przeszłości, które mają efekt właśnie w tym momencie. Wziąłem smycz, zawołałem "Prezes" i poszliśmy na spacer.



Środa. 4 listopada. 14:00

Ta pogoda wielu dołuje. Brak zieleni, wiatr, mało ludzi dookoła.
Ale jak już człowiek wyszedł, zrobił kilka kroków na schodach, zaczerpnął świeżego powietrza - to nie było tak źle, jak sobie wyobrażał.
Wbrew wcześniejszym rozmyślaniom i narzekaniu we własnej głowie - uświadomiłem sobie po raz kolejny, że jeśli nie mam ochoty czegoś robić, choć w sumie powinienem - to warto dać sobie 5 minut wykonując tą czynność i sprawdzić czy faktycznie jest taka zła jak się wydawało.
Więcej czasu dziennie marnuje w social mediach czy przeglądając TikToka, a ja tu płaczę nad fajnym spacerem.
I tak też się stało. Przyjemny wiatr przywitał się ze mną tuż przed klatką, a Prezes zadowolony, bo mógł rozpocząć swoje rutynowe czynności.
Moja uwaga niemal samoczynnie skierowała się w stronę żółtych, mokrych liści przylepionych do chodnika. Z każdym krokiem było ich co raz więcej, dzięki czemu jakoś tak "odpłynąłem" myślami w lata dzieciństwa.
Choć na spacerze okazało się, że było bardzo "fajnie", tak po powrocie znów ogarnęło mnie podobne jak przed wyjściem uczucie.
Dość tego - pomyślałem i zdecydowałem się na chwilę medytacji.



Środa. 4 listopada. 14:50

Nie medytuję profesjonalnie. W sumie to nawet nie wiem czy medytuję w ogóle, gdy słyszę o profesjonalnych technikach, o mnichach, o uważności, o oddechu i innych dziwnych rzeczach dla niewtajemniczonych.
Siadam po turecku na grubej poduszce, a pod kostki daję mniejszego jaśka. Na telewizorze włączam swoją ulubioną playlistę, która przyspiesza moje wejście w trans (Jeśli jesteście zainteresowani co aktualnie znajduje się na playliście - dajcie znać w komentarzu).
Zamykam oczy i skupiam się na oddechu. Czasami go liczę. Czasami słucham jak moje ciało się wentyluje. Największym przyjemnym doznaniem jakiego wczoraj doznałem to stan, w którym pojawiały się przed moimi oczyma różne kształty, głównie czarno fioletowe. Dźwięk muzyki ulegał zniekształceniu. Bardzo przyjemne uczucia, ponieważ wiedziałem, że nie śpię, a mój mózg jedynie tworzy projekcję, pewne przedstawienie.
Trwałem w tym stanie około 20 minut, a gdy otworzyłem oczy - mój przestój sprzed kilku godzin był nieaktualny. W głowie samoczynnie pojawiły się nowe pomysły, a ja zrozumiałem, że czasami takie stany są potrzebne - są jak zawór bezpieczeństwa. Tak je rozumiem, tak je traktuję.



Środa. 4 listopada. 17:50

Wraz z dziewczyną znajdujemy się w restauracji Bar-a-boo. Wiem, że to nic nadzwyczajnego pójść do restauracji, natomiast zwieńczenie tego "nieefektywnego" dnia pizzą z trochę nietypowymi składnikami - skutecznie zmieniła moje postrzeganie. Dodatkowo wyjście do ludzi, serdeczne uśmiechy z gośćmi siedzącymi przy innych stolikach oraz kelnerami - dało mi poczucie - że wokół nas jest dużo dobrych, cieszących oko spraw, tylko nie zawsze to dostrzegamy.

Napisałem ten post dlatego, że chciałem podzielić się z Wami pewnym doświadczeniem, który każdy doświadcza. Czasem jest lepiej, czasem jest gorzej. Wczoraj wpadła mi w ręce książka de Barbaro Natalii - Czuła przewodniczka - i tam również znalazłem podobne słowa. Autorka pisze: - myślisz, że ja ogarniam ten świat? Myślisz, że wszystko mi się udaje. Otóż nie. Raz tak, raz nie.
Nieważne kim jesteśmy, każdy z nas tego doświadcza raz na jakiś czas.

Wysyłam dużo ciepła.

Dodaj komentarz